niedziela, 12 lipca 2015

18 rozdział - Nie potrfię przestać Cię kochać.

                                      * Choi Minki - Ren*
Słysząc słowa Arona miałem w głowie tylko jedną myśl - Zatrzymać Re Mę. Nie ważne, co wcześniej mówiłem. Nie chciałem tego. Ja.... Ja... naprawdę chcę by została tutaj... Nie musi być przy mnie, tylko żeby była w pobliżu. Dlatego proszę ReMa poczekaj jeszcze trochę, tylko trochę...
    * Re Ma*
Czekałam z Maćkiem na samolot, chciałam już do niego wsiąść, by tylko pozbyć się tych strasznych myśli.
Nawet nie pożegnałam się z chłopakami, Renem, Sorą... Ja naprawdę jestem okropna, dlaczego zgodziłam się tu przylecieć?
- Rema... Rema! - Usłyszałam głos Maćka i spojrzałam na niego - Rema, wszystko w początku? - Spytał.
- Tak, wszystko ok... - Odpowiedziałam. Zaraz po tym usłyszeliśmy, że czas na nasz lot.
- Chodźmy już - Powiedział. Przytaknęłam głową i wstałam. Szliśmy powoli do bramki. Daliśmy nasze bilety i wyszliśmy na zewnątrz by wejść do samolotu. Weszliśmy po schodach do samolotu. Byliśmy już prawie na samej górze - Jeszcze tylko trochę  - Powiedziałam sama do siebie.
- REMA! REMA! NIE ODCHODŹ! - Usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię, obróciłam się gwałtownie, ale nic nie widziałam przez ludzi przede mną, wtedy  zauważyłam jak ktoś przepycha się przez nich... To był Minki! - Rema! - Znów krzyknął i chwycił mnie za rękę. - Proszę nie odchodź, BŁAGAM! - Powiedział patrząc na mnie z łzami w oczach.
- ReMa musimy wsiadać - Powiedział Maciek nie zwracając uwagi na Rena.
- Przepraszam Ren, ale ja muszę już iść, naprawdę przepraszam... - Powiedziałam smutna gdy po policzkach leciała mi łza za łzą. Chłopak spojrzał na mnie z przerażeniem. On nie wie, że mam raka i niech tak zostanie. Muszę odejść, muszę.
- Choć! - Nagle poczułam jak zostałam wyrwana z ręki Minkiego i pociągnięta przez Maćka do samolotu. Szliśmy na miejsca, dlaczego on musiał tu przyjść? Przecież mówił żebym zniknęła, odeszła, więc dlaczego mnie teraz zatrzymuje? - Posłuchaj, zaraz samolot wystartuje i będzie po wszystkim, więc nie martw się już, dobrze? - Powiedział mój przyjaciel.
- Ja... muszę wiedzieć, muszę wiedzieć, dlaczego chciał mnie zatrzymać - Wstałam i zaczęłam biec do wyjścia jak najszybciej.
- REMA!
- Naprawdę przepraszam! - Dlaczego? Ren Czemu to zrobiłeś?
- Ren... - Zobaczyłam chłopaka siedzącego na ziemi i płaczącego - CHOI MINKI! - Krzyknęłam i zbiegłam szybko po schodach - Dlaczego? Dlaczego mam nie odchodzić? Przecież... Ty mówiłeś, że mnie... że mnie nienawidzisz, więc dlaczego? - Spytałam stając obok niego. Chłopak spojrzał na mnie i rzucił mi się na szyje.
- Remaa!!... - Przeciągnął żałośnie ostatnią literę, płacząc jeszcze głośniej - Dziękuję, dziękuję... - Powtarzał cały czas.
- Zadałam pytanie i oczekuje odpowiedzi na nie - Powiedziałam.
- Ja... Ja... Nie potrafię przestać cię kochać, dlatego nie pozwolę ci odejść. NIGDY! - Słysząc te
słowa ogarnęło mnie wielkie szczęście, wiedziałam, że nie mogę odwzajemnić jego uczuć, ale te słowa miały dla mnie jakieś znaczenie.
- Ren! Re Ma! - Usłyszeliśmy jak ktoś nas woła i odwróciliśmy się. Biegło do nas całe Nu'est, Mina, SoRa, tata i Yoona który podbiegł do nas pierwszy. Chwycił mnie i Rena oraz zaczął biec przed siebie. Zaraz po tym samolot wystartował. Gdyby nie mój chłopak, zostalibyśmy zdmuchnięci jak listki z drzewa. Poszliśmy do reszty i zaczęliśmy się tulić i płakać, po dłużej chwili wróciliśmy do środka lotniska, a ja poszłam na chwilę do łazienki.
                                  * So Ra *
Wszyscy czekaliśmy na Re Mę, która poszła do toalety. Minęło już kilkanaście minut od kiedy tam poszła, więc wszyscy zaczęliśmy się już o nią martwić.
- SoRa możesz iść i sprawdzić co z nią? - Spytał Yoona.
- Dobrze oppa, poczekajcie chwilę... - Ruszyłam w kierunku toalety. Weszłam do niej i zaczęłam pukać do wszystkich kabin po kolei. Wołałam moją przyjaciółkę, ale nie dostałam odpowiedzi. Wszystkie kabiny były otwarte oprócz tej jednej. Spod drzwi zauważyłam pasek  od torby Remy. Zaczęłam pukać i wołać ją głośniej, ale nie odpowiadała. Po chwili uderzania w drzwi które w końcu się otworzyły zauważyłam leżącą na ziemi Re Mę i trzymającą w ręku jakieś leki. Podniosłam ją i wyszłam na zewnątrz, wszyscy do nas podbiegli.
- Re Ma! Re Ma!  - Krzyczał Minki przerażony, on jako jedyny nie wiedział, że ona jest chora. Nikt nie mógł mu też tego powiedzieć, ponieważ każdy wiedział, że ReMa tego nie chciała. HaMina podniósł swoją siostrę  i zaczął biec do auta, wszyscy zaczęli panikować. Yoona i Ren byli przerażani, ale rozumiem ich, co muszą teraz czuć, wszyscy teraz czują strach i zmartwienie.
Dojechaliśmy do szpitala, lekarze szybko zaczęli działać, dobrze znają tu tatę Remy, bo także jest lekarzem. Niestety jemu też kazali czekać, nikt nie mógł wejść na salę. To było jak czekanie na wyrok śmierci.
Z sali wyszedł lekarz poprosił tylko rodzinę. Wszedłem więc z tatą i zaczęliśmy rozmawiać z doktorem.
- Shin Hu, powiedź co z moją córką  Hy?! - Powiedział tata podniesionym tonem. Być może znał tego lekarza, ponieważ użył jego imiena.
- Przepraszam.... Ale jej nie zostało dużo czasu, przemęczenia, nerwy, to nie czas na takie rzeczy dla niej. Ona teraz powinna zacząć leczenie! By choć trochę jej się polepszyło - Stwierdził doktor. Wiedziałem, że moja siostra się nie zgodzi na leczenie, bo wtedy spędziła by resztę swojego życia w szpitalu.
- Dobrze... - Usłyszeliśmy cichy głos, który należał do Remy.
- Córeczko! - Krzyknął tata i pobiegł do łóżka w którym leżała. Z trudem usiadła i spojrzała na mnie i tatę.
- Jak chcecie, zacznę leczenie. Zrobię to, choć wcale tego nie chcę... Nie chce by ktoś wiedział, że jest ze mną tak źle. Nie chce sobie przedłużać życie, ale jak już muszę to.... Ren on nie może się dowiedzieć, że jestem chora. Nie on... Proszę. - Mówiła. Po jej policzkach popłynęły łzy. Widać było, że jest załamana.
* Re Ma *
Wiedziałam, że kiedyś będę musiała tu trafić na dłużej, ale nie spodziewałam się, że tak szybko. Poprosiłam mojego brata by zawołał na chwilę Yoona i Sorę.
- ReMa! Dobrze się czujesz?! - Krzyknął mój chłopak. Powiedziałam Minie i tacie by zostawili nas samych, lekarz też wyszedł, ale powiedział bym się niedenerwowana.
- Dobrze się czuje, ale teraz posłuchajcie. - Zaczęłam - Ja... zacznę leczenie i....
- Jak DOBRZE! Nawet nie wiesz jak to wspaniale! -  Mówili oboje szczęśliwi.
- Dajecie mi skończyć. Leczenie nie ma mnie uzdrowić, tylko przedłużyć mi życie. Operacja nie zostanie wykonana. Umrę i tak - Skończyłam mówić. Yoona spojrzał na mnie i po chwili wyszedł bez słowa. Sora spojrzała na mnie, chciała coś powiedzieć, ale pobiegła za swoim  bratem. Zaraz po tym do pokoju wszedł Ren. Nie wiedziałam co powiedzieć. On też nic nie mówił, patrzeliśmy się na siebie przez dobre kilka minut, dopóki całe Nu'est nie weszło do pokoju. Usiedli obok mnie i zaczęli się pytać czy wszystko dobrze, uważali co mówią. Wyglądało to tak, jak bym tu trafiła ze zwykłego zmęczenia. Minki po kilku minutach stania, wyszedł, a ja nawet nie mogłam go zatrzymać.  Po dwóch godzinach chłopcy musieli już iść. Zostałam sama, tata i Mina pojechali do domu po rzeczy. Oznajmili, że przyjadą później i pojechali. Ja resztkami sił wstałam i poszłam do recepcji. Poprosiłam o kilka kartek i długopis. Wróciłam do pokoju i usiadałam na łóżku. Zaczęłam pisać, sama nie zauważyłam kiedy kartka była zapisana i cała mokra przez łzy.
_________________________________________________________________________________
Oto kolejny rozdział! Przepraszam, że znów mnie tak długo nie było ;c  Ale teraz NAPRAWDĘ będzie inaczej! Za kilka dni będzie 19 rozdział! Do czwartku go dodam, a może w środę! Mam nadzieje, że się podobało i zapraszam do komentowania!
~~ Reni-chan

poniedziałek, 8 czerwca 2015

17 Rozdział - Wracam do Polski ;-;

- Re Ma! - Krzyknął, po czym podbiegł do mnie przytulając i podnosząc.
- Hej! Postaw mnie... - Powiedziałam zakłopotana.
- Wiesz jak się za tobą stęskniłem? - Powiedział odstawiając mnie na ziemie, ale dalej przytulając. Maciek nie znał koreańskiego, dlatego też mówił do mnie po polsku. Widać było, że Yoona nie wiedział co się dzieje i był wszystkim zaskoczony, ale szepnęłam mu szybko, gdy Maciek coś krzyczał, że jest to mój przyjaciel z Polski.
- Dobra, dość tych czułości! Co TY tu robisz?! - Spytałam, podnosząc głos i patrząc na niego z powagą.
- Nie złość się... Napisałem Ci e-mail. Nie przeczytałaś?- zapytał nieco zdziwiony. Jedyne co zrobiłam to uderzyłam go w głowę, potem poszliśmy po jego bagaże, które były obok domu. Zaczęłam tłumaczyć Yoonie kim dokładnie jest niespodziewany gość, wszystko zrozumiał, ale
mój kochany przyjaciel nie. Przez chwile myślał, że Soo Yoon to mój brat. Nie chciałam mu mówić, że to mój chłopak i choć oboje znają angielski, to mam nadzieje, że to dopiero później wyjdzie, albo w ogóle. W trójkę stanęliśmy pod drzwiami i nagle uderzyła mnie rzeczywistość. Przecież ja mam raka, a w domu Mina, tata i Yoona, którzy o tym wiedzą. Maciek na pewno się dowie... NIE... NIE MOŻE! Stałam przed drzwiami jak posąg. Nie wiedziałam co robić, aż nagle ktoś je otworzył i przede mną stanął Mina z Aronem. Patrzeliśmy się na siebie, do czasu, gdy mój brat zadał pytanie kim jest człowiek, który za mną stoi. Zaczęłam tłumaczyć, że to mój przyjaciel z Polski.Oboje byli zdziwieni na widok niespodziewanego gościa. Chcieli chyba wcześniej gdzieś wyjść, ale zmienili plany.Wszyscy weszliśmy do domu, w którym był mój tata. Przyniosłam dla wszystkich coś do picia i usiedliśmy w salonie. Pierwsze pytanie, które mój tata zadał Maciejowi było, czy potrafi angielski. I
zaczęła się rozmowa, wszyscy go potrafili. Oni sobie rozmawiali, a ja tylko siedziałam. Po piętnastu minutach zaczęło się robić nieprzyjemnie.
- Dlaczego  tu przyjechałeś? - Spytał Aron.
- Pytasz, bo nie wiesz? Przyjechałem po Reme. Zabieram ją do domu, do Polski. - Odpowiedział Maciek i położył na stół dwie kolorowe kartki. Wzięłam je do ręki, były to dwa bilety do mojego ojczystego kraju za trzy dni!
- CO? Do jakiej Polski!? Teraz to jest jej DOM! Tu ma rodzinę, brata, ojca i nas! - Krzyknął Yoona. Widać było, że jest zdenerwowany.
- "Dom? rodzinę"? Jaki dom? Ona jest tu ledwo kilka miesięcy, a tam była 17 lat! I jakich was? Kim ty w ogóle jesteś? - Chciałam przerwać tą kłótnię, lecz nie mogłam, gdyż wszyscy zaczęli coś mówić i nikt nie chciał mnie słuchać, ale to co powiedział Yoona mnie dobiło.
- Jak to kim? Jestem jej chłopakiem! - Krzyknął. Maciek stanął jak wryty. Spojrzał się na mnie. W jego oczach zobaczyłam przerażenie i smutek. Wszystko mnie tak zaczęło denerwować. Zaczęła boleć mnie głowa i słabo się poczułam.
- Zamknijcie się... - Zaczęłam mówić bardzo cicho, ale nikt mnie nie usłyszał, później straciłam przytomność.
                             * Ha Mina*
Przez te całe zamieszanie nie zauważyłem nawet kiedy Re Ma zemdlała, ale po chwili każdy zaczął panikować. Tata wziął ją na ręce i położył na łóżku. Wiedziałem, że moja siostra nie będzie chciała
by jej przyjaciel dowiedział się o jej chorobie, dlatego powiedziałem po koreańsku żeby nic nie mówili. Widać było, że Maciek był przerażony, mówił też, że zdarzało się to w Polsce. Uspokoiłem go mówiąc, że zdarza się to jak Re Ma się zdenerwuje i skłamałem, że ma problemy ze snem. Uspokoił się po tym, ale za to inni się martwili. Moja siostrzyczka była nie przytomna już dwie godziny. Tata zabrał mnie na bok i powiedział, że przydałoby się zabrać ją do szpitala, ale jak mieliśmy to zrobić? Ten chłopak dowiedziałby się wtedy całej prawdy, dlatego postanowiliśmy ją
zanieść do jej pokoju, by tam odpoczęła. Poprosiłem Arona by powiadomił chłopaków, że wkrótce Rema będzie musiała iść na dłuższy czas do szpitala, a w ciągu trzech dni przekonać chłopaka z
Polski do powrotu bez przyjaciółki.
- Mina, czy z nią będzie wszystko w porządku? - Spytał zmartwiony i zatroskany Yoona stanem swojej dziewczyny.
- Nic jej nie będzie. Nie martw się za bardzo. Dobrze by było gdybyś zadzwonił do So Ry i powiedział jej co się dzieje - Spróbowałem go uspokoić i zmienić temat. Przez jakiś czas nie było u nas jego siostry, dlatego zaproponowałem by do niej zadzwonił.
- Masz rację. I tak musi przyjechać po swoje rzeczy. - Powiedział przytakując głową i wyjmując telefon z kieszeni.
- Co? Po rzeczy? Dlaczego? - Zapytałem zdziwiony.
- Jeszcze ci nie mówiłem? Nasi rodzice znaleźli już dom i możemy się do niego przeprowadzić, dlatego So Ra nie musi już tu mieszkać - Oznajmił, po czym zadzwonił do siostry. Było mi trochę smutno, ponieważ zawsze w domu byliśmy w trójkę, a teraz jeszcze tata... Nagle zobaczyłem jak po schodach schodzi Re Ma.
- Re Ma! - Krzyknął jej przyjaciel i do niej podbiegł, zaczął się wypytywać czy wszystko dobrze, ale widać było, że jest wyczerpana, oraz bardzo smutna.
- Wracam do Polski. - Powiedziała bardzo cicho, ale każdy to usłyszał i był w szoku.
- Naprawdę? - Spytał szczęśliwy chłopak.
- Co? Re Ma! Nie możesz - Wrzasnął Yoona kończąc rozmowę z siostrą i podbiegł do niej. Zauważyłem, że zaczęły lecieć jej łzy po policzkach.
- Prze.. Przepraszam... Yoona.. Naprawdę przepraszam... - łza za łzą spadały na posadzkę. Tata był przerażony, ja też. Nikomu nie było do śmiechu prócz jednej osobie.

                                                           * Re Ma*
Decyzja którą podjęłam nie była łatwa, ale postanowiłam wrócić do Polski. Tu jest za dużo osób które kocham. Moja śmierć za bardzo ich zrani, wiem, że w Polsce są rodzice, Maciek, rodzina i inni, ale tu jest Nu'est, Mina, Tata, SoRa, Yoona.Nie mogłam im tego zrobić. Stałam na schodach i patrzyłam na szczęśliwą twarz mojego przyjaciela. Myślałam tylko o powrocie. Po dłuższej chwili powiedziałam, że pokaże naszemu gościowi jego pokój i zacznę się pakować. Zaprowadziłam go do jego "zaułka" na drugim pietrze i poszłam się pakować. Zamknęłam się w pokoju i zaczęłam płakać...
- Tak będzie lepiej ... Będzie lepiej... - Mówiłam wyjmując ciuchy z szafy i układając je do walizki.
- Re Ma! Otwórz drzwi! Re Ma! - Usłyszałam głos Yoona zza drzwi. - ReMa! Proszę!
- Idź! Wracaj do siebie! Nie chcę już ciebie znać, więc daj mi odejść! - Krzyczałam, ale nie chciałam tego - Proszę zostaw mnie ... - Dodałam cicho.
- Re Ma.... naprawdę tego chcesz? Jeszcze kilka godzin temu płakałaś przy mnie, a teraz każesz mi iść? - Powiedział smutnym głosem. Nie odpowiedziałam mu na to, po prostu robiłam dalej to co
wcześniej.
                                                          * *  *
Minęły dwa dni. Do pokoju wpuszczałam tylko Maćka który przynosił mi też jedzenie. Co jakiś czas ktoś przychodził i pukał do drzwi, ale nie chciałam się wtedy z nikim widzieć. Powiedziałam, że do szkoły już nie pójdę i niech oni wyślą papiery do Polski. So Ra nawet się nie pokazała, a wie, że wyjeżdżam, bo jej napisałam. Co za przyjaciółka. Jutro na siódmą rano mamy lot do Polski. Chcę jak najszybciej już wrócić, by mieć to za sobą.
- Rema, tu tata. Nie otworzysz drzwi? Chciałbym choć przez chwilę popatrzeć na moją córkę.. - Usłyszałam ojca i postanowiłam, że mu otworze.
- Appa! Co z tobą? Dlaczego tak wyglądasz? - Gdy tylko go ujrzałam, prawie dostałam zawału. Wyglądał strasznie, był zarośnięty, miał wielkie worki pod oczami, czerwone oczy...
- Nie martw się o mnie... Re Ma powiedz czemu tak nagle? Dobrze wiesz, że jesteś chora i nie powinnaś lecieć tak daleko! - Powiedział podnosząc głos.
- Ciszej, Maciek jest na dole - Odpowiedziałam. Czułam, że zaczynam czuć duży ból z tyłu głowy, bałam się, że zaraz zemdleje. Tata zaczął mówić, że nie pozwoli mi wyjechać i nie wypuści mnie do
Polski. Słysząc te słowa upadłam na kolana i zaczęłam płakać - Dlaczego? Prosiłam się o to! - Krzyczałam. Tata podszedł i mnie przytulił. Po chwili poprosiłam go, by wyszedł. Sprawdziłam czy wszystko spakowałam i położyłam się na łóżku. Zasnęłam ze łzami w oczach.
                                                                  * Na Drugi dzień, godzina 6 rano*
                                       * Maciek*
Byłem szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy. Moja najlepsza przyjaciółka wraca do mnie, do Polski, do domu. Tak bardzo ją kocham, nie mogę jej tu zostawić. Wstałem z łóżka, szybko zrobiłem to co miałem i udałem się do pokoju Remy. Zapukałem i usłyszałem jej głos bym wszedł.
- Dzień dobry, gotowa do powrotu? - Spytałem z uśmiechem na twarzy.
- Tak... - Odpowiedziała siedząc na łóżku i patrząc się na mnie. Zobaczyłem jej uśmiech, choć nie szczery, chciałem wierzyć, że kiedyś znów uśmiechnie się naprawdę. Wziąłem jej walizki na
zewnątrz, gdzie czekała już taksówka, musiałem wchodzić i schodzić kilka razy, bo bagaży to ona miała dość dużo. Kiedy już byliśmy gotowi, wszyscy zatrzymali ją w drzwiach.                              
                                          * Aron*
Nie mogłem w to uwierzyć, nigdy bym nie pomyślał, że jej przylot skończy się powrotem do Polski.
Yoona, Mina, SoRa Pan Lee i Ren... dlaczego wszyscy musieli tak bardzo ją pokochać? Nawet dla mnie i reszty chłopaków jest to trudne. Ren może i nawet nie wie, że może jej już więcej nie zobaczyć. Naprawdę nie chce go widzieć jak się o tym dowie. Kiedy Re Ma miała już wychodzić to Ha Mina i Yoona ją zatrzymali. Błagali ją by została, ale szybko odtrąciła ich i wsiadła do taksówki, wszystko działo się tak szybko, że nawet nie wiem kiedy zacząłem biec do miejsca gdzie był Ren. Musiałem mu  powiedzieć! Ona nie może odjeść, on tego nie przeżyje i nie tylko on. Po piętnastu minutach byłem już na miejscu, nie miałem na nic siły, byłem wyczerpany, najchętniej padłbym na ziemię, ale muszę znaleźć Minkiego.
- Ren! - Krzyknąłem podbiegając do niego.
- Aron, co się stało, czemu jesteś cały mokry? - Spytał.
- ReMa...Rema... ona..musi...sz.. - Mówiłem  ledwo .
- Co z Remą? Coś się stało?! Aron! - Krzyknął szarpiąc mnie za ramię.
- Musi..sz iść! Ona dziś...wraca do Polski! Lotnisko... idź! Szybko! - Powiedziałem upadając na ziemię ze zmęczenia. Kiedy podniosłem głowę Rena już nie było.
________________________________________________________________________________
 Witam po tak długiej nieobecność! Oto już 17 rozdział ;-; Mam nadzieje, że się podobał i że nie zapomnieliście jeszcze o moich opowiadaniach! Proszę zostawić swoją opinię w komentarzu <3
Teraz już regularnie będę dodawać rozdziały ^^ Następny pojawi się w niedziele lub poniedziałek^^ Więc czekajcie<3
Zapraszam też na drugiego bloga! W tym tygodniu pojawi się 4 rozdział
--> http://opowiadsniaomiosc.blogspot.com/#_=_

piątek, 17 kwietnia 2015

16 Rozdział - Bigos, rak i .....

- O czym tak myślisz? - Spytał odciągając mnie od  myśli.
- Hy...? O niczym... - Odpowiedziałam nie chcąc go martwić.
- Re Ma, posłuchaj mnie, nawet nie próbuj myśleć o dziwnych rzeczach przez niego, rozumiesz? - Powiedział stanowczym głosem. Nie odpowiedziałam mu. Nie chciałam kłamać, ale Joon dał mi trochę do myślenia. Wolnym krokiem kierowaliśmy się do domu. Kiedy już tam doszliśmy, poprosiłam go by pojechał po Sorę. Wszystkie rzeczy ma u nas, nie chciałam by też martwiła się o mnie i o brata. Soo Joon wezwał taksówkę i pojechał do domu ich babci po siostrę. Ja weszłam do środka.
- Re Ma! Jesteś? Nic Ci nie jest? Jak rozmowa? - W drzwiach naskoczył na mnie Ha Mina i zaczął wypytywać o wszystko. Odpowiedziałam, że dobrze się czuje, a o Renie nie chcę rozmawiać. Udałam się do swojego pokoju. Gdy do niego weszłam, sama nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wszystko było rozwalone i we krwi. Moje ręce nadal były całe w ranach. Wzięłam się za sprzątanie.
Na szczęście nie rozwaliłam laptopa  i najpotrzebniejszych rzeczy. - MATKO! MÓJ KUBEK! NIEEE, PROSZĘ, tylko nie on... - Zobaczyłam na ziemi kubek który dostałam na 12 urodziny od Maćka. Myślałam że się popłaczę. - Mój kubek.... - Załamana zaczęłam go zbierać, ale nie miałam zamiaru go wyrzucić, a jedynie posklejać. Po trzech godzinach sprzątania, pokój wyglądał jak bym dopiero do niego się wprowadziła. Rzeczy, które miałam na szafkach, zdjęcia, kubki, szklane rzeczy, wszystko zniszczone. Zeszłam na dół, ponieważ zgłodniałam, trochę się zdziwiłam, że Joon i Sora jeszcze nie przyjechali, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Weszłam do kuchni i postanowiłam, że zrobię sobie ramen..
- Re Ma, możemy porozmawiać? - Usłyszałam głos taty i odwróciłam się.
- Hy? O czym? - Spytałam udając, że nic się nie stało.
- " O czym?" Chyba mamy trochę do porozmawiania - Mówił smutnym głosem.
- A.. to? Też chcesz ranem? - Spytałam chichocząc. Spojrzał na mnie zdziwiony i podszedł. Dotknął mnie w głowę chyba sprawdzając temperaturę.
- ReMa... dobrze się czujesz? Czy pamiętasz wszystko, co się ostatnio stało? - Spytał poważnym głosem, a ja zaczęłam się śmiać.
- Dobrze się czuje i... pamiętam, ale nie chce o tym teraz rozmawiać... może później, ok? - Odpowiedziałam trochę smutnym głosem, ale z uśmiechem na twarzy. Zgodził się uśmiechając i także poprosił o ramen.
- Ja też chce! - Krzyknął mój brat słysząc chyba całą naszą rozmowę. Zrobiłam dla wszystkich i zaczęliśmy jeść. Ja się zajadałam, bo byłam strasznie głodna, a oni dziobali w swoich miskach jak dzieci.
- Mina, mogę normalnie iść do szkoły? - Spytałam ciekawa. Chłopak spojrzał na tatę, a zaraz po tym na mnie
- Y, znaczy... możesz, ale... - Mówił niepewnie przerywając.
- Możesz. Choć normalnie do szkoły, ale do pewnego czasu - Powiedział appa. Podziękowałam za posiłek, wstałam od stołu i udałam się do pokoju. Włączyłam laptopa i weszłam na e-mail by przeczytać wiadomość od mojego lekarza.
" Witaj Re Ma. Postanowiłam szybko odpisać, gdy tylko zobaczyłam Twoją wiadomość. Dowiedziałam się od Twoich rodziców, że jesteś teraz w Korei i nie ma możliwości byś do mnie przyszła. Skontaktowałam się też z moją znajomą, która akurat teraz jest w Korei i spytałam, czy jest możliwość dostania leków które brałaś. Niestety nie da rady i tu mam problem, bo nie wiem co mam zrobić. Wiesz dobrze, że Twoje ataki są poważne i zagrażają Twojemu życiu. Najlepiej by było gdybyś udała się do dobrego psychiatry i z nim porozmawiała, ponieważ ja nie mogę dużo zdziałać będąc w Polsce.
MUSISZ IŚĆ DO LEKARZA! Re Ma mam nadzieje, że nie powtórzy się sytuacja z kiedyś...
                                           Pozdrawiam. Doktor Maria "
Po przeczytaniu wiadomości wyłączyłam laptopa i wskoczyłam na łóżko. - Do psychiatry...? Nie chce... -Powiedziałam sama do siebie patrząc na biały, błyszczący sufit. - Zagraża życiu? Myślę, że rak bardziej mi zagraża -Myślałam o wszystkim i o niczym. - Chce do polski... Do rodziców i przyjaciół.... Do domu... - Mówiłam na głos. Leżałam tak przez dwie godziny. Było już późno dlatego poszłam wziąć prysznic i położyłam się spać.
                                                                        * * *
Rano obudziły mnie promienie słońca. Wstałam i spojrzałam na zegarek była szósta piętnaście. Nie chciało mi się już spać. Odprawiłam więc poranną toaletę, spakowałam książki do szkoły i zeszłam na dół o siódmej.
- Wstałaś już? - Spytał tata gotując coś przy kuchence.
- Tak. Appa co tam robisz? - Spytałam kojarząc zapach.
- Bigos - Odpowiedział
- Aaaa.. Bigos.. CHWILA CO?! BIGOS!? Jak to? Umiesz go robić? - Spytałam zszokowana. Już dawno nie jadałam polskiego dania. Rodzice  zawsze robili taki dobry. Podeszłam do garnka i wzięłam trochę na talerz. Nie obchodziło mnie, że jest gorący, po prostu objadałam się nim, zastanawiając się o której tata musiał wstać by go zrobić, ale bigos był tak pyszny, że zapomniałam go o to spytać. Do kuchni wszedł Ha Mina i także poczęstował się polskim daniem, które swoją drogą bardzo mu smakowało. Nie zauważyłam nawet kiedy zbliżała się ósma. Szybko zabrałam torbę i wyszłam w pośpiechu z domu. Szłam szybko w kierunku szkoły. Już byłam przyzwyczajona do tego, że ludzie się na mnie patrzyli jak byłam w pobliżu budynku szkolnego, ale teraz to mnie przerażało. Wszyscy się do mnie uśmiechali, witali, pytali jak się czuje. To było straszne, najstraszniejsze co mnie w życiu spotkało. Z trudem weszłam do budynku i co? Od razu napadła mnie nauczycielka i zaprowadziła do dyrektora.
- Re Ma! Przepraszam cię, za tamto wydarzenie! Naprawdę! - Dyrektor pochylił się przede mną, a ja osłupiałam. Właśnie dorosły mężczyzna, dyrektor szkoły mnie przeprasza za tamte dziewczyny. Nie rozumiałam w ogóle całej sytuacji. 
- Proszę wstać. Co pan robi? Przecież to nie pana wina. - Powiedziałam zakłopotana.
- Nie! To nie powinno się wydarzyć w tej szkole! Tamte dziewczyny oczywiście zostały usunięte ze szkoły - Oznajmił. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Z jednej strony cieszyłam się, a z drugiej było mi przykro. Przecież to szkoła muzyczna i one tu przyszły by rozwijać się w tym kierunku... Usłyszeliśmy dzwonek na lekcje i nauczycielka kazała mi iść do klasy i tak też zrobiłam. Poszłam na zajęcia.  Miałam teraz matematykę. Weszłam do klasy, przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam. Klasa nie zwróciła na mnie większej uwagi, z czego bardzo się cieszyłam. Zajęcia mijały spokojnie, ale przerwy już nie. Ukrywałam się w toaletach przed tymi demonami. Co im się nagle stało? Nie widziałam So Ry w szkole. Napisałam do niej, ale nie odpisała, tak samo jak Joona. Nie miałam z nim kontaktu od wczoraj. Smuciłam się tym faktem. Lekcje się skończyły, a ja udałam się do kawiarenki w którym pracowała moja przyjaciółka, jednak nie pokazała się tam od kiedy trafiłam do szpitala. Nie wiem nawet gdzie teraz mieszkają. Wróciłam trochę smutna do domu. Zjadłam mój ukochany bigos i poszłam na górę. Nic ciekawego się nie działo. Byłam tak znudzona, że postanowiłam porozmawiać z moim bratem i tatą na temat raka. Zeszłam na dół i krzyknęłam. Zbiegli jak wariaci myśląc, że coś mi się stało.
- Chcę z wami porozmawiać - Powiedziałam stanowczym głosem.
- Tak, musimy porozmawiać - Dopowiedział appa. Usiedliśmy w salonie i tak zaczęła się nasza rozmowa.
- Moje pierwsze pytanie. Kim jest moja mama i jak to się stało, że nie żyje - Spytałam przygnębiona.
- Twoja mama miała na imię Lee Ji Ni. Była taka piękna i wspaniała - Mówił tata - zmarła niedługo po twoich narodzinach. Lekarze kazali jej usunąć ciążę, ponieważ miała raka mózgu, jednak nie zrobiła tego i cię urodziła. - Skończył odpowiadać na mnie pytanie, a ja powstrzymywałam się od płaczu.
- Dlaczego.. byłam adoptowana? - To na ten temat chciałam dowiedzieć się jak najwięcej.
- Twoja matka po porodzie się załamała. Lekarze powiedzieli,  jej to samo jak ja, że niech nie liczy na to, że spędzi z tobą więcej niż kilka tygodni. Dlatego postanowiliśmy oddać cię naszym znajomym z Polski, którzy nie mogli mieć dzieci. Chcieliśmy byś nigdy się nie dowiedziała o adopcji, ale później przypomniałem sobie, że jest duża możliwość byś także miała raka, dlatego poprosiłem ich o badania. Gdy one się potwierdziły, kazałem im odesłać cię do Korei. - Opowiedział całą krótką historię mojego życia. Nie miałam siły już o nic pytać, ale Ha Mina zaczął mnie przepraszać za to, że nie wziął mnie wcześniej do szpitala. Już wtedy byłam pewna, że nie ma szans na to bym rozpoczynała leczenie, a już nie wspominając o wyzdrowieniu. Załamana wróciłam do pokoju. Pierwsze co chciałam zrobić to zacząć płakać, ale przyszła na mój telefon wiadomość od Joony, czy mogę się teraz z nim spotkać w parku. Od razu się zgodziłam, chciałam go zobaczyć i wypłakać się przy nim. Wyszłam w pośpiechu z domu nie mówiąc nawet gdzie idę. Biegłam ile miałam sił, ale strasznie źle się czułam przy większym wysiłku. Gdy w końcu dobiegłam do parku i zobaczyłam Joona. Podbiegłam i wtuliłam się w niego zaczynając płakać..
-Re Ma? Co się stało? - Spytał przerażony.
- Nic nie mów. Daj mi popłakać. Proszę - Powiedziałam przytulając go mocnej. Po dłuższej chwili poszliśmy na plac zabaw. Huśtaliśmy się przez dłuższy bez wymieniania nawet jednego zdania. Potem jednak zaczęliśmy już rozmowę. Na początku o szkole, spytałam się kiedy So Ra wróci do domu, ale odpowiedział, że wróci tylko po swoje rzeczy, ponieważ ich rodzice znaleźli już nowe mieszkanie i musieli im pomóc. Byłam smutna, że So Ra się wyprowadza. Mina napisał mi żebym już wracała do domu, bo długo nie powinnam chodzić. Szłam z Jooną za rękę w stronę domu. Powoli zbliżaliśmy się do celu. Kiedy podeszliśmy bliżej zobaczyłam kogoś czekającego przed domem, myślałam że to Mina, ale podeszliśmy bliżej od razu rozpoznałam chłopaka.
- MACIEK!? CO TY TU ROBISZ? - Krzyknęłam zszokowana na jego widok.
_______________________________________________________________________________
Oto już 16 rozdział .... szesnasty ..... już... tak szybko... przecież jeszcze nie dawno pisałam pierwszy O_o ;c Jak to szybko leci :__________; Zastanawiam się ile to opowiadanie będzie miało rozdziałów *o* Bo sama nie wiem ;-; Może około 25? Co sądzicie?
Jak się podobało * lub nie podobało* PROSZĘ zostawić KOMENTARZ! 
~~Reni-chan ^^